Patrzysz w dół i wiesz, że są tam setki ludzi właśnie w tej chwili zabijających się na granicach, które tak naprawdę nie istnieją. Chciałbyś wziąć każdego z nich do ręki i powiedzieć: spójrz na to z tej perspektywy. Co tak naprawdę jest ważne?

astronauta Russel Schweickart

Dziś będzie o najważniejszym. W wymiarze damsko-męskim i ogólnoludzkim.

(Ona) Niech mnie ucałuje pocałunkami swych ust!
Bo miłość twa przedniejsza od wina.
Woń twych pachnideł słodka,
olejek rozlany – imię twe,
dlatego miłują cię dziewczęta.
Pociągnij mnie za sobą! Pobiegnijmy!
Wprowadź mnie, królu, w twe komnaty!
Cieszyć się będziemy i weselić tobą,
i sławić twą miłość nad wino;
[jakże] słusznie cię miłują!

O ty, którego miłuje dusza moja,
wskaż mi, gdzie pasiesz swe stada,
gdzie dajesz im spocząć w południe,
abym się nie błąkała
wśród stad twych towarzyszy.

(On) Śliczne są lica twe wśród wisiorków,
szyja twa wśród korali.

O jak piękna jesteś, przyjaciółko moja,
jak piękna,
oczy twe jak gołębice!

(Ona) Zaiste piękny jesteś, miły mój,
o jakże uroczy!
Łoże nasze z zieleni.

Jak jabłoń wśród drzew leśnych,
tak ukochany mój wśród młodzieńców

Posilcie mnie plackami z rodzynek,
wzmocnijcie mnie jabłkami,
bo chora jestem z miłości.
Lewa jego ręka pod głową moją,
a prawica jego obejmuje mnie.

Umiłowany mój podobny do gazeli,
do młodego jelenia.
Oto stoi za naszym murem,
patrzy przez okno,
zagląda przez kraty.

Gołąbko ma, [ukryta] w zagłębieniach skały,
w szczelinach przepaści,
ukaż mi swą twarz,
daj mi usłyszeć swój głos!
Bo słodki jest głos twój
i twarz pełna wdzięku.

(On) O jak piękna jesteś, przyjaciółko moja,
jakże piękna!
Oczy twe jak gołębice
za twoją zasłoną.

Jak wstążeczka purpury wargi twe
i usta twe pełne wdzięku.
Jak okrawek granatu skroń twoja
za twoją zasłoną.

Cała piękna jesteś, przyjaciółko moja,
i nie ma w tobie skazy.

Jak piękna jest miłość twoja,
siostro ma, oblubienico,
o ileż słodsza jest miłość twoja od wina,
a zapach olejków twych nad wszystkie balsamy!
Miodem najświeższym ociekają wargi twe, oblubienico,
miód i mleko pod twoim językiem

Miły mój śnieżnobiały i rumiany,
znakomity spośród tysięcy.
Głowa jego – najczystsze złoto,
kędziory jego włosów jak gałązki palm,
czarne jak kruk.
Oczy jego jak gołębice
nad strumieniami wód.
Zęby jego wymyte w mleku
spoczywają w swej oprawie.
Jego policzki jak balsamiczne grzędy,
dające wzrost wonnym ziołom.

Usta jego przesłodkie
i cały jest pełen powabu.
Taki jest miły mój, taki jest przyjaciel mój.

(On) O jak piękna jesteś, jakże wdzięczna,
umiłowana, pełna rozkoszy!

Usta twoje jak wino wyborne,
które spływa mi po podniebieniu,
zwilżając wargi i zęby.

(Ona) Murem jestem ja,
a piersi me są basztami,
odkąd stałam się w oczach jego
jako ta, która znalazła pokój.

(fragmenty Pieśni nad Pieśniami ze Starego Testamentu; dla płynności nie oddzielałem zwrotek (…) ).

_____

Czuję, że twoja miłość coraz bardziej skłania mnie ku dobru i ku działaniu, bo w tej miłości zawsze odnajdę najdroższe mi uznanie każdego wysiłku. Moim marzeniem jest życie wypełnione pracą i miłością: zmęczenie pracą, a potem odpoczynek pośród radości , którą niesie nam nasza miłość i nasza rodzina. Znajduję w naszej miłości siłę i odwagę, tak mi potrzebne do zniesienia wszelkiego cierpienia i przezwyciężenia przeciwności.

(…)

Nie potrafię myśleć o tobie inaczej, jak o jednym z najwspanialszych Bożych stworzeń. Coś z ciebie dostrzegam we wszystkim, co piękne, święte, Boskie. Wydaje mi się, że to wszystko może być takie tylko dzięki tobie, moja miłości… Miłość jest dla mnie tym, czym ziemia dla kwiatów. One potrzebują słońca, a tym, czego ja potrzebowałam do życia, była twoja miłość, święta i silna. I dzięki niej błogosławię cię i jestem ci wdzięczna, miłości moja, i nie zapomnę o mojej wdzięczności przez całą wieczność.

(…)

Jeśli się zaraz nie zjawisz, roztopię się.

(…)

Przysięgnij na wszystko, co ci drogie w świecie, że nigdy nie będziesz pisał z przymusu… Jeśli dostanę list, nawet jeden, spraw, abym mogła cieszyć się nim całym, pochłaniając go jako szczerą i spontaniczną emanację twej duszy, jako owoc twego pragnienia, odczuwanej przez ciebie potrzeby, a nie jako uprzejmie złożoną ofiarę płynącą z litości… zbytnio bym wówczas cierpiała.

(…)

Moja święta miłości , chodź, chodź, ukryj się u mnie: przyjmę cię w mych ramionach, przytulę do ciebie, wezmę cię na kolana, będę cię pieściła i zaraz się uspokoisz, moja miłości, i nie będziesz już płakał. Chcę być dla ciebie także mamą, a ty bądź mym małym dużym dzieckiem, kradnącym pocałunki i pieszczoty… Uśmiechasz się, kochanie?

(fragmenty korespondencji między Marią Corsini i Luigim Beltrame Quattrocchim – pierwszą parą małżeńską, uznaną za błogosławioną, przez Jana Pawła II w 2001 roku)

To jest tak, że Jezus mnie woła, a na Jego głos nie sposób nie odpowiedzieć. To tak, jakby wołała cię najukochańsza i najpiękniejsza osoba. (…) Jakiś głos mi mówił, że tym światłem jest Jezus Chrystus. (…) Bóg dobrał się najpierw do mych emocji, dopiero później przyszedł czas na rozum i serce. (…) Oni mi straszliwie ubliżali, byłem cały opluty. (…) W Duchu dzieje się historia, której my czasem nie rozumiemy, jakby wbrew nam.

To nie cytat z biografii pierwszych męczenników ani dwudziestowiecznych mistyków.

To fragmenty wywiadu z gwiazdą rocka. Budzy, właściwie Tomasz Budzyński, to wokalista kultowych kapel lat 80. – Siekiery i przede wszystkim Armii. Jak wspomina: Bo ja byłem wtedy, wiesz, wielką gwiazdą rocka. Dochodziło do takich przegięć, że po koncertach przychodziły dziewczynki i mówiły: Tomek, ty masz taką moc czarodziejską, głowa mnie boli, połóż mi rękę na głowie, a mnie uzdrowisz. A ja oczywiście kładłem! Słowo honoru! Słowem – Ziemia u stóp.

Na początku lat 90. nagrał płytę Nagroda, inspirującą się pośrednio chrześcijaństwem. Na jednym z koncertów: Podczas śpiewania zacząłem doznawać dziwnych stanów, nazwałbym je stanami mistycznymi, bo nie znam innego słowa, które by je wiernie oddawało. Były to stany takiej duchowej przyjemności i zachwytu. I miałem taki głos w sercu, że gdy śpiewałem “Podróż na wschód”, to tym wschodem jest Jezus. Takie miałem poznanie. Albo gdy śpiewałem: “Światło świeć, światło prowadź mnie”, jakiś głos mi mówił, że tym światłem jest Jezus Chrystus. Nie “światło” tylko “Jezus”. Byłem wtedy absolutnie pewien, że ten stan, który mnie ogarnął, jest od Niego, że śpiewałem piosenkę o Jezusie. Ten “Wschód” to jest Jezus, “światło”- to Jezus – “światło ze Wschodu”. I byłem tak wzruszony, że płakałem. Tu tłumy, huk, czad, a mi leją się z oczu łzy. (…) Pomyślałem sobie, że skoro śpiewam piosenki o Jezusie, to odważę się i zmienię tekst. Będę śpiewał: “Niech cię strzeże, niech cię wspiera Jezus Chrystus”, a nie “światło”, jak śpiewałem dotychczas. I zmieniłem tekst. W taki właśnie sposób zaśpiewał tę piosenkę na jednym z koncertów. Zaczęli krzyczeć: “Jezus ch…”, zaczęli na mnie pluć (nigdy wcześniej mi to się nie zdarzyło) i tego typu rzeczy. Był bardzo zaskoczony. Ktoś krzyczał, że Jezus to jest c…, a mnie nagle coś tknęło i po raz pierwszy powiedziałem na głos: “Człowieku! Jezus Chrystus jest Panem!” Powiedziałem to po raz pierwszy w życiu. To było pięć lat temu. A powiedziałem to nie w takiej atmosferze, że siedzimy sobie z przyjaciółmi, modlimy się i ktoś nagle mówi: “Jezus Chrystus jest Panem”, ale w warunkach zupełnie skrajnych, ekstremalnych. Myślałem wtedy: “No, teraz to mnie już chyba tylko zabiją”. Dziki (techniczny “Armii”) dostał w twarz. Pełno krwi… Dograliśmy jakoś ten koncert do końca, ale ja zostałem zmiażdżony. To był przełom. Ale “Jezus jest Panem”, rozumiesz, nagle powiedziane zostało coś takiego! To był przełom w moim życiu. Dokładnie wtedy, gdy publicznie to powiedziałem, i to w sytuacji, gdy zostałem zbity i zdeptany.

Inny muzyk, Darek Maleo Malejonek, związany m.in. z Maleo Reggae Rockers, Armią i Izraelem:

W 1994 r. zostałem zaproszony na czuwanie modlitewne do warszawskiego kościoła Ojców Paulinów. Kiedy usłyszałem proroctwa, przyjąłem, że jedno z nich jest skierowane do mnie. Jezus powiedział: “Przestań mnie szukać po omacku. Jeżeli chcesz mnie złapać, zrób to teraz”. Wtedy wyciągnąłem ręce i “złapałem” Jezusa. Stałem tak chyba ze 20 minut, trzymałem Go bardzo mocno i nie chciałem puścić. Ale to była Msza Św., więc musiałem przestać. Po tej Mszy ojcowie zaczęli się modlić za mnie wstawienniczo. Wtedy otrzymałem Ducha Świętego i zostałem chyba do końca wyzwolony z różnych złych wpływów. Była przy tym jedna wspaniała rzecz. Ja czułem się protestantem, więc nie uznawałem Matki Bożej jako Królowej Nieba. Gdy grupa modliła się, usłyszałem proroctwo. Wtedy odezwała się do mnie Matka Boża i powiedziała: “Synku, to ja ciebie tutaj przyprowadziłam, ja wyjednałam ci łaskę u mojego Syna”. A ja wtedy padłem na kolana przed Nią i powiedziałem: “Mamusiu, przecież ja myślałem, że ciebie nie ma!”. Od tego momentu zrozumiałem, jak wielką moc ma Maryja. Oddałem całe moje życie Jezusowi, oddałem Mu całą moją rodzinę. Wcześniej dostałem wielki dar od Boga, który mnie uchronił od pójścia w złą stronę – moją żonę. W kwietniu 1995 roku przyjąłem sakrament chrztu i bierzmowania, wzięliśmy też ślub kościelny.

Ta relacja brzmi nieprawdopodobnie, ale ten człowiek własnym całkowitym odwróceniem postawy życiowej daje najdobitniejszy dowód na realność takich duchowych, wewnętrznych odczuć. Jedna chwila, która empirycznie zmienia postawę człowieka, który dostaje życiową moc nie na jeden wieczór jak najprzedniejsza używka, ale na całe życie.

Jest jeszcze Litza, czyli Robert Friedrich, gitarzysta Arki Noego. Wstęp zbędny.

- Generalnie, ja zawsze miałem jakąś relację z Bogiem. Jako tako się modliłem, żałowałem pewnych rzeczy, miałem w sercu jakiś kodeks moralny. A potem… Kolega miał wypadek. Wpadł pod samochód. Po tygodniu zmarł. Przez ten tydzień byłem w Kościele codziennie. Wtedy po raz pierwszy naprawdę się modliłem. Wydało mi się wówczas, że Pan Bóg mnie nie wysłuchał. Teraz widzę, że jednak wysłuchał. Działał w sposób sobie tylko wiadomy.

Wiem, że Pan prowadzi ludzi w różny sposób. Mnie prowadził tak, że miałem zawsze wszystko to, co chciałem, nawet z nawiązką. Ale najpierw pojawiła się pycha, że ja mam, a inni nie mają. Pycha na maksa, przed samym sobą… I jeszcze takie głupie myślenie: Co tu zrobić, aby Panu Bogu za to wszystko zapłacić? A potem myśl: Może jakieś cierpienia muszą mnie spotkać? To jest przecież tak głupie myślenie, bo Pan daje zawsze za darmo, kiedy chce i odbiera, kiedy chce. To jest wyłącznie Jego sprawa. No, a potem małżeństwo… To był najważniejszy sakrament w moim życiu. Teraz widzę, że pierwszym krokiem do powiedzenia Bogu “tak” był nasz ślub, sakrament małżeństwa. A wcześniej przygotowanie. Musiałem być bierzmowany, poznałem podstawowe katechezy (nie wiedziałem, co to jest Stary Testament), Ojcze nasz i Zdrowaś Maryjo umiałem, ale nie rozumiałem ich sensu. Potem, po pięciu latach małżeństwa, dwie operacje serca. Konkretne przejście przez Morze Czerwone. Druga operacja uratowała mi życie. Wtedy przeżyłem największy okres “pustyni”. Nie mogłem się modlić, nie mogłem słuchać, jak modlą się dzieci. Gdy słyszałem słowo “Jezus”, to trzaskałem drzwiami.

Oczekiwałem emocji od wiary, emocji od Komunii, modlitwy. Byłem nieświadomy jakiejkolwiek łaski. Prawda jest taka, że ludzie niczego nie oczekują, tylko prawdy. O sobie, o świecie, o Bogu.

Ja po swoim nawróceniu naprawdę chciałem się zmienić – obciąć włosy itd. Ale Pan mnie tak dotknął, że ja pewnych rzeczy (np. tatuaży) się już nigdy nie pozbędę. I chwała Mu za to. On mówi: Masz być tutaj, mam wobec ciebie jakieś konkretne plany, jesteś tak naznaczony, a nie inaczej, pamiętaj, kim byłeś… Bóg zmienia mnie przez cały czas.

Założyli 2 Tm 2,3. Nie zmienili stylu, zmienili treść i Suflera. Choć pod wpływem Suflera stopniowo modyfikowali zarówno brzmienie, jak i skład zespołu.

Tu, w Tymoteuszu, kłóciliśmy się, bo byliśmy tyranami. I Budzyński, i Malejonek, i ja jesteśmy w swoich zespołach liderami, tzn. mamy wizję całości tego, co chcemy robić. Przez pierwsze dni wspólnego grania jeden przed drugim udawał pokornego, aż w końcu to pękło, wybuchło i teraz widzimy, że bez modlitwy i łaski przebaczenia Bożego, to byśmy się tu wszyscy zaszlachtowali. – Tutaj musi być Jezus. Jest najważniejszym członkiem zespołu. – Zawsze, gdy modlę się przed nagraniami, zapraszam Go do składu. Jeśli Go nie będzie w składzie, to nie mamy żadnych szans. Ostatnie zdanie równie dobrze mógłby wypowiedzieć trener Francuzów przez finałem MŚ w 1998 roku o Zizou. To lider środka pola, który w każdej minucie życiowego meczu ma dla człowieka podanie, do którego wystarczy jedynie dostawić nogę.

2 Tm 2,3? Weź udział w trudach jako dobry żołnierz Chrystusa Jezusa. Od razu przypominają się inne słowa pawłowe: Walcz w dobrych zawodach o wiarę i zdobywaj życie wieczne (1 Tm 6,12).

Raz jeden zdarzyło mi się być na oazie, był to przełom gimnazjum i liceum. Podczas jednego z ostatnich dni mieliśmy uroczystą mszę, na której mój animator, w bardzo dostojnej chwili, spontanicznie wypowiedział nade mną słowa z Księgi Sędziów: Pan jest z Tobą, dzielny wojowniku! (Sdz 6,12). Zakurzyłem tę chwilę, ale wróciła do mnie po kilku latach ze zdwojoną siłą.

Maleo na misji w Gabonie

Na fot. Maleo na misji Kapucynów w Gabonie.

____

W powyższym wpisie korzystałem z artykułu Nawróceni w “Życiu”.

____

Nie idzie napisać o wszystkim w jednym miejscu, dlatego niezmiernie polecam Wam zapoznać się także z poniższym artykułem Marcina Jakimowicza, w którym można znaleźć więcej cytatów z jego książki-wywiadu z Budzym, Dzikim, Maleo, Litzą i innymi polskimi muzykami, a także własne wnioski i puenty. Raz jeszcze polecam. http://mateusz.pl/wdrodze/nr317/317-03-jakimowicz.htm

Być może część z Was kojarzy tę osobę jako prowadzącego programy informacyjne w TVN 24 czy dwójkową Panoramę – osobiście ze szklanego ekranu zapamiętałem go jako pogodną jednostkę ze spokojnym głosem radiowca. Krzysztof Ziemiec.

Był niedzielny wieczór czerwca 2008 roku, a właściwie już noc – okolice 23. Drugie piętro bloku na warszawskim Ursynowie. Żona Krzysztofa – Dana, gotowała gorącą parafinę, pomocną jej dla złagodzenia alergicznych podrażnień skóry, on brał w tym czasie kąpiel. Wychodząc, spostrzegł łunę ognia. Instynktownie przykrył garnek pokrywką, jednak nastąpił wybuch, a płomienie zaczęły rozprzestrzeniać się po całym mieszkaniu. Zajęły się drzwi wejściowe i teoretycznie niepalna wykładzina. Płomienie odcięły małżeństwu dostęp do drugiej części mieszkania, w której przebywała trójka dzieci: Franek, Ola i Monia. Krzysztof próbował dusić ogień ręcznikiem. Jak wspomina tygodnikowi “Idziemy”: Wtedy jakieś natchnienie przyszło z góry, że muszę otworzyć drzwi wejściowe. Wszedłem w ogień i odblokowałem zamki. Pobiegłem po dzieci, żeby je wyprowadzić na klatkę. Nacisnął żarzącą się klamkę i otworzył drzwi, za którymi czekali już zaopatrzeni w wodę sąsiedzi. Ręce i nogi miałem zupełnie czarne. Sączyła się krew. Uratowało mnie to, że po wyjściu z łazienki nie miałem na sobie ubrania. Poparzeniu uległo blisko 50 % ciała.
W “Pytaniu na śniadanie”, przy okazji tragedii w Kamieniu Pomorskim, tak opowiadał o tamtym wydarzeniu: http://www.tvp.pl/gwiazdy/expressem/krzysztof-ziemiec-jak-zyc-po-pozarze/jak-zyc-po-pozarze-krzysztof-ziemiec. Jakże uderza skromność tego człowieka.

W szpitalu pielęgniarki powtarzały: „W panu jest wola walki”. Nie dopuszczałem myśli, że może być inaczej. Skoro Pan Bóg dał mi krzyż w postaci takiego cierpienia, to wiedział, co robi i wierzyłem, że na pewno z tego wyjdę. Już jadąc karetką do szpitala, byłem spokojny, czułem że nic złego mnie nie spotka. Wiedziałem, że Ktoś nade mną czuwa. W szpitalu miałem świadomość, że muszę oddać się opiece Boga, Maryi i lekarzy. Byłem przeświadczony, że będzie dobrze, trzeba tylko zaufać.” (…) “Codziennie przychodził do mnie ks. Piotr. Mówiłem, że nie mam siły się modlić. Ksiądz Piotr odpowiadał: „Twoją modlitwą jest teraz cierpienie.” – opowiada “Idziemy”.

Wzruszają fragmenty wywiadu p.Krzysztofa dla Vivy:

Franio z kolei kładzie się rano koło mnie i setny raz powtarza: “Tato, a dlaczego ty musiałeś wejść w ten ogień? Mama stanęła obok i jest zdrowa, dlaczego ty jesteś chory?”

Fatima 22.30. Jestem w sanktuarium z rodziną, cały swój pobyt poświęcam modlitwie o zdrowie dla ciebie”. Pisali ci, których nie widziałem od lat. Czasem nawet tacy, których nie znałem.

Taki wypadek zmienia zupełnie optykę. Cieszy mnie dziś każda minuta z rodziną. Byłem wrażliwy, teraz jestem piekielnie. Razem z dziećmi oglądaliśmy niedawno w telewizji “Anię z Zielonego Wzgórza” – popłakałem się. Bywa, że chorobliwie się martwię. Żona wychodzi z dziećmi na spacer. A ja myślę, kiedy oni wreszcie wrócą. Gdy za oknem słychać pisk opon, przebiega mi przez głowę: Jezu, żeby im się tylko nic złego nie stało. Bo bez wątpienia są w moim życiu najważniejsi.

Raz jeszcze przywołam “Idziemy”: Jest przykładem dziennikarza, który nie pnie się po stopniach kariery za wszelką cenę, kosztem innych. Przy swojej pozycji, jako znany i ceniony dziennikarz, do TV Puls mógł przychodzić jak gwiazda. Ale pracował na równi z innymi, w święta i dni wolne, pomagając szkolić się wchodzącym w zawód kolegom. Kiedy skończył Politechnikę Warszawską, jako doradca techniczny jeździł po kraju, kontrolując stacje uzdatniania wody, wytwórnie papieru, kopalnie węgla. – Dla mnie praca musi być jednocześnie pasją – mówi Krzysztof Ziemiec. Zrezygnował z dobrego stanowiska i możliwości awansów. Skończył studia dziennikarskie i dostał się do radiowej Trójki – stacji, której z pasją słuchał od dzieciństwa. – Tam przekonałem się, że dziennikarstwo może być służbą dla innych. Cieszyłem się, kiedy wstawałem o 4 rano do pracy – mówi dzisiaj. Potem była praca w telewizji: TVN 24, TVP 1, TVP 2, a w końcu TV Puls. Wielokrotnie podkreśla, że by móc tak pracować, trzeba mieć wspaniałą żonę, wyrozumiałą, mądrą i cierpliwą kobietę, jaką jest właśnie jego żona, Danuta Ziemiec.

Na początku grudnia serwisy podały informację, że Krzysztof Ziemiec prawdopodobnie wróci do Telewizji Publicznej i poprowadzi główne wydanie Wiadomości. Choć telewizor oglądam od święta, z przyjemnością posłucham pogodnego głosu bohatera.

Być może przeznaczasz chwilę na obcowanie z tą skromną stroną z premedytacją, może przygnała Cię tu chroniczna nuda albo błędne mniemania uwiodły. W każdym z różnorodnych przypadków chciałbym Ciebie serdecznie przywitać i mogę tylko nieśmiało liczyć, że znajdziesz tu coś, co może zatrzymać charakterem. Co nieco o treści bloga możesz się drogi Czytelniku dowiedzieć z zakładki “Autor”, resztę zostawiam przyszłości i Opatrzności. C’est la vie!

    Follow

    Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.