To jest tak, że Jezus mnie woła, a na Jego głos nie sposób nie odpowiedzieć. To tak, jakby wołała cię najukochańsza i najpiękniejsza osoba. (…) Jakiś głos mi mówił, że tym światłem jest Jezus Chrystus. (…) Bóg dobrał się najpierw do mych emocji, dopiero później przyszedł czas na rozum i serce. (…) Oni mi straszliwie ubliżali, byłem cały opluty. (…) W Duchu dzieje się historia, której my czasem nie rozumiemy, jakby wbrew nam.
To nie cytat z biografii pierwszych męczenników ani dwudziestowiecznych mistyków.
To fragmenty wywiadu z gwiazdą rocka. Budzy, właściwie Tomasz Budzyński, to wokalista kultowych kapel lat 80. – Siekiery i przede wszystkim Armii. Jak wspomina: Bo ja byłem wtedy, wiesz, wielką gwiazdą rocka. Dochodziło do takich przegięć, że po koncertach przychodziły dziewczynki i mówiły: Tomek, ty masz taką moc czarodziejską, głowa mnie boli, połóż mi rękę na głowie, a mnie uzdrowisz. A ja oczywiście kładłem! Słowo honoru! Słowem – Ziemia u stóp.
Na początku lat 90. nagrał płytę Nagroda, inspirującą się pośrednio chrześcijaństwem. Na jednym z koncertów: Podczas śpiewania zacząłem doznawać dziwnych stanów, nazwałbym je stanami mistycznymi, bo nie znam innego słowa, które by je wiernie oddawało. Były to stany takiej duchowej przyjemności i zachwytu. I miałem taki głos w sercu, że gdy śpiewałem “Podróż na wschód”, to tym wschodem jest Jezus. Takie miałem poznanie. Albo gdy śpiewałem: “Światło świeć, światło prowadź mnie”, jakiś głos mi mówił, że tym światłem jest Jezus Chrystus. Nie “światło” tylko “Jezus”. Byłem wtedy absolutnie pewien, że ten stan, który mnie ogarnął, jest od Niego, że śpiewałem piosenkę o Jezusie. Ten “Wschód” to jest Jezus, “światło”- to Jezus – “światło ze Wschodu”. I byłem tak wzruszony, że płakałem. Tu tłumy, huk, czad, a mi leją się z oczu łzy. (…) Pomyślałem sobie, że skoro śpiewam piosenki o Jezusie, to odważę się i zmienię tekst. Będę śpiewał: “Niech cię strzeże, niech cię wspiera Jezus Chrystus”, a nie “światło”, jak śpiewałem dotychczas. I zmieniłem tekst. W taki właśnie sposób zaśpiewał tę piosenkę na jednym z koncertów. Zaczęli krzyczeć: “Jezus ch…”, zaczęli na mnie pluć (nigdy wcześniej mi to się nie zdarzyło) i tego typu rzeczy. Był bardzo zaskoczony. Ktoś krzyczał, że Jezus to jest c…, a mnie nagle coś tknęło i po raz pierwszy powiedziałem na głos: “Człowieku! Jezus Chrystus jest Panem!” Powiedziałem to po raz pierwszy w życiu. To było pięć lat temu. A powiedziałem to nie w takiej atmosferze, że siedzimy sobie z przyjaciółmi, modlimy się i ktoś nagle mówi: “Jezus Chrystus jest Panem”, ale w warunkach zupełnie skrajnych, ekstremalnych. Myślałem wtedy: “No, teraz to mnie już chyba tylko zabiją”. Dziki (techniczny “Armii”) dostał w twarz. Pełno krwi… Dograliśmy jakoś ten koncert do końca, ale ja zostałem zmiażdżony. To był przełom. Ale “Jezus jest Panem”, rozumiesz, nagle powiedziane zostało coś takiego! To był przełom w moim życiu. Dokładnie wtedy, gdy publicznie to powiedziałem, i to w sytuacji, gdy zostałem zbity i zdeptany.
Inny muzyk, Darek Maleo Malejonek, związany m.in. z Maleo Reggae Rockers, Armią i Izraelem:
W 1994 r. zostałem zaproszony na czuwanie modlitewne do warszawskiego kościoła Ojców Paulinów. Kiedy usłyszałem proroctwa, przyjąłem, że jedno z nich jest skierowane do mnie. Jezus powiedział: “Przestań mnie szukać po omacku. Jeżeli chcesz mnie złapać, zrób to teraz”. Wtedy wyciągnąłem ręce i “złapałem” Jezusa. Stałem tak chyba ze 20 minut, trzymałem Go bardzo mocno i nie chciałem puścić. Ale to była Msza Św., więc musiałem przestać. Po tej Mszy ojcowie zaczęli się modlić za mnie wstawienniczo. Wtedy otrzymałem Ducha Świętego i zostałem chyba do końca wyzwolony z różnych złych wpływów. Była przy tym jedna wspaniała rzecz. Ja czułem się protestantem, więc nie uznawałem Matki Bożej jako Królowej Nieba. Gdy grupa modliła się, usłyszałem proroctwo. Wtedy odezwała się do mnie Matka Boża i powiedziała: “Synku, to ja ciebie tutaj przyprowadziłam, ja wyjednałam ci łaskę u mojego Syna”. A ja wtedy padłem na kolana przed Nią i powiedziałem: “Mamusiu, przecież ja myślałem, że ciebie nie ma!”. Od tego momentu zrozumiałem, jak wielką moc ma Maryja. Oddałem całe moje życie Jezusowi, oddałem Mu całą moją rodzinę. Wcześniej dostałem wielki dar od Boga, który mnie uchronił od pójścia w złą stronę – moją żonę. W kwietniu 1995 roku przyjąłem sakrament chrztu i bierzmowania, wzięliśmy też ślub kościelny.
Ta relacja brzmi nieprawdopodobnie, ale ten człowiek własnym całkowitym odwróceniem postawy życiowej daje najdobitniejszy dowód na realność takich duchowych, wewnętrznych odczuć. Jedna chwila, która empirycznie zmienia postawę człowieka, który dostaje życiową moc nie na jeden wieczór jak najprzedniejsza używka, ale na całe życie.
Jest jeszcze Litza, czyli Robert Friedrich, gitarzysta Arki Noego. Wstęp zbędny.
- Generalnie, ja zawsze miałem jakąś relację z Bogiem. Jako tako się modliłem, żałowałem pewnych rzeczy, miałem w sercu jakiś kodeks moralny. A potem… Kolega miał wypadek. Wpadł pod samochód. Po tygodniu zmarł. Przez ten tydzień byłem w Kościele codziennie. Wtedy po raz pierwszy naprawdę się modliłem. Wydało mi się wówczas, że Pan Bóg mnie nie wysłuchał. Teraz widzę, że jednak wysłuchał. Działał w sposób sobie tylko wiadomy.
Wiem, że Pan prowadzi ludzi w różny sposób. Mnie prowadził tak, że miałem zawsze wszystko to, co chciałem, nawet z nawiązką. Ale najpierw pojawiła się pycha, że ja mam, a inni nie mają. Pycha na maksa, przed samym sobą… I jeszcze takie głupie myślenie: Co tu zrobić, aby Panu Bogu za to wszystko zapłacić? A potem myśl: Może jakieś cierpienia muszą mnie spotkać? To jest przecież tak głupie myślenie, bo Pan daje zawsze za darmo, kiedy chce i odbiera, kiedy chce. To jest wyłącznie Jego sprawa. No, a potem małżeństwo… To był najważniejszy sakrament w moim życiu. Teraz widzę, że pierwszym krokiem do powiedzenia Bogu “tak” był nasz ślub, sakrament małżeństwa. A wcześniej przygotowanie. Musiałem być bierzmowany, poznałem podstawowe katechezy (nie wiedziałem, co to jest Stary Testament), Ojcze nasz i Zdrowaś Maryjo umiałem, ale nie rozumiałem ich sensu. Potem, po pięciu latach małżeństwa, dwie operacje serca. Konkretne przejście przez Morze Czerwone. Druga operacja uratowała mi życie. Wtedy przeżyłem największy okres “pustyni”. Nie mogłem się modlić, nie mogłem słuchać, jak modlą się dzieci. Gdy słyszałem słowo “Jezus”, to trzaskałem drzwiami.
Oczekiwałem emocji od wiary, emocji od Komunii, modlitwy. Byłem nieświadomy jakiejkolwiek łaski. Prawda jest taka, że ludzie niczego nie oczekują, tylko prawdy. O sobie, o świecie, o Bogu.
Ja po swoim nawróceniu naprawdę chciałem się zmienić – obciąć włosy itd. Ale Pan mnie tak dotknął, że ja pewnych rzeczy (np. tatuaży) się już nigdy nie pozbędę. I chwała Mu za to. On mówi: Masz być tutaj, mam wobec ciebie jakieś konkretne plany, jesteś tak naznaczony, a nie inaczej, pamiętaj, kim byłeś… Bóg zmienia mnie przez cały czas.
Założyli 2 Tm 2,3. Nie zmienili stylu, zmienili treść i Suflera. Choć pod wpływem Suflera stopniowo modyfikowali zarówno brzmienie, jak i skład zespołu.
Tu, w Tymoteuszu, kłóciliśmy się, bo byliśmy tyranami. I Budzyński, i Malejonek, i ja jesteśmy w swoich zespołach liderami, tzn. mamy wizję całości tego, co chcemy robić. Przez pierwsze dni wspólnego grania jeden przed drugim udawał pokornego, aż w końcu to pękło, wybuchło i teraz widzimy, że bez modlitwy i łaski przebaczenia Bożego, to byśmy się tu wszyscy zaszlachtowali. – Tutaj musi być Jezus. Jest najważniejszym członkiem zespołu. – Zawsze, gdy modlę się przed nagraniami, zapraszam Go do składu. Jeśli Go nie będzie w składzie, to nie mamy żadnych szans. Ostatnie zdanie równie dobrze mógłby wypowiedzieć trener Francuzów przez finałem MŚ w 1998 roku o Zizou. To lider środka pola, który w każdej minucie życiowego meczu ma dla człowieka podanie, do którego wystarczy jedynie dostawić nogę.
2 Tm 2,3? Weź udział w trudach jako dobry żołnierz Chrystusa Jezusa. Od razu przypominają się inne słowa pawłowe: Walcz w dobrych zawodach o wiarę i zdobywaj życie wieczne (1 Tm 6,12).
Raz jeden zdarzyło mi się być na oazie, był to przełom gimnazjum i liceum. Podczas jednego z ostatnich dni mieliśmy uroczystą mszę, na której mój animator, w bardzo dostojnej chwili, spontanicznie wypowiedział nade mną słowa z Księgi Sędziów: Pan jest z Tobą, dzielny wojowniku! (Sdz 6,12). Zakurzyłem tę chwilę, ale wróciła do mnie po kilku latach ze zdwojoną siłą.

Na fot. Maleo na misji Kapucynów w Gabonie.
____
W powyższym wpisie korzystałem z artykułu Nawróceni w “Życiu”.
____
Nie idzie napisać o wszystkim w jednym miejscu, dlatego niezmiernie polecam Wam zapoznać się także z poniższym artykułem Marcina Jakimowicza, w którym można znaleźć więcej cytatów z jego książki-wywiadu z Budzym, Dzikim, Maleo, Litzą i innymi polskimi muzykami, a także własne wnioski i puenty. Raz jeszcze polecam. http://mateusz.pl/wdrodze/nr317/317-03-jakimowicz.htm