Dziś będzie o najważniejszym. W wymiarze damsko-męskim i ogólnoludzkim.

(Ona) Niech mnie ucałuje pocałunkami swych ust!
Bo miłość twa przedniejsza od wina.
Woń twych pachnideł słodka,
olejek rozlany – imię twe,
dlatego miłują cię dziewczęta.
Pociągnij mnie za sobą! Pobiegnijmy!
Wprowadź mnie, królu, w twe komnaty!
Cieszyć się będziemy i weselić tobą,
i sławić twą miłość nad wino;
[jakże] słusznie cię miłują!

O ty, którego miłuje dusza moja,
wskaż mi, gdzie pasiesz swe stada,
gdzie dajesz im spocząć w południe,
abym się nie błąkała
wśród stad twych towarzyszy.

(On) Śliczne są lica twe wśród wisiorków,
szyja twa wśród korali.

O jak piękna jesteś, przyjaciółko moja,
jak piękna,
oczy twe jak gołębice!

(Ona) Zaiste piękny jesteś, miły mój,
o jakże uroczy!
Łoże nasze z zieleni.

Jak jabłoń wśród drzew leśnych,
tak ukochany mój wśród młodzieńców

Posilcie mnie plackami z rodzynek,
wzmocnijcie mnie jabłkami,
bo chora jestem z miłości.
Lewa jego ręka pod głową moją,
a prawica jego obejmuje mnie.

Umiłowany mój podobny do gazeli,
do młodego jelenia.
Oto stoi za naszym murem,
patrzy przez okno,
zagląda przez kraty.

Gołąbko ma, [ukryta] w zagłębieniach skały,
w szczelinach przepaści,
ukaż mi swą twarz,
daj mi usłyszeć swój głos!
Bo słodki jest głos twój
i twarz pełna wdzięku.

(On) O jak piękna jesteś, przyjaciółko moja,
jakże piękna!
Oczy twe jak gołębice
za twoją zasłoną.

Jak wstążeczka purpury wargi twe
i usta twe pełne wdzięku.
Jak okrawek granatu skroń twoja
za twoją zasłoną.

Cała piękna jesteś, przyjaciółko moja,
i nie ma w tobie skazy.

Jak piękna jest miłość twoja,
siostro ma, oblubienico,
o ileż słodsza jest miłość twoja od wina,
a zapach olejków twych nad wszystkie balsamy!
Miodem najświeższym ociekają wargi twe, oblubienico,
miód i mleko pod twoim językiem

Miły mój śnieżnobiały i rumiany,
znakomity spośród tysięcy.
Głowa jego – najczystsze złoto,
kędziory jego włosów jak gałązki palm,
czarne jak kruk.
Oczy jego jak gołębice
nad strumieniami wód.
Zęby jego wymyte w mleku
spoczywają w swej oprawie.
Jego policzki jak balsamiczne grzędy,
dające wzrost wonnym ziołom.

Usta jego przesłodkie
i cały jest pełen powabu.
Taki jest miły mój, taki jest przyjaciel mój.

(On) O jak piękna jesteś, jakże wdzięczna,
umiłowana, pełna rozkoszy!

Usta twoje jak wino wyborne,
które spływa mi po podniebieniu,
zwilżając wargi i zęby.

(Ona) Murem jestem ja,
a piersi me są basztami,
odkąd stałam się w oczach jego
jako ta, która znalazła pokój.

(fragmenty Pieśni nad Pieśniami ze Starego Testamentu; dla płynności nie oddzielałem zwrotek (…) ).

_____

Czuję, że twoja miłość coraz bardziej skłania mnie ku dobru i ku działaniu, bo w tej miłości zawsze odnajdę najdroższe mi uznanie każdego wysiłku. Moim marzeniem jest życie wypełnione pracą i miłością: zmęczenie pracą, a potem odpoczynek pośród radości , którą niesie nam nasza miłość i nasza rodzina. Znajduję w naszej miłości siłę i odwagę, tak mi potrzebne do zniesienia wszelkiego cierpienia i przezwyciężenia przeciwności.

(…)

Nie potrafię myśleć o tobie inaczej, jak o jednym z najwspanialszych Bożych stworzeń. Coś z ciebie dostrzegam we wszystkim, co piękne, święte, Boskie. Wydaje mi się, że to wszystko może być takie tylko dzięki tobie, moja miłości… Miłość jest dla mnie tym, czym ziemia dla kwiatów. One potrzebują słońca, a tym, czego ja potrzebowałam do życia, była twoja miłość, święta i silna. I dzięki niej błogosławię cię i jestem ci wdzięczna, miłości moja, i nie zapomnę o mojej wdzięczności przez całą wieczność.

(…)

Jeśli się zaraz nie zjawisz, roztopię się.

(…)

Przysięgnij na wszystko, co ci drogie w świecie, że nigdy nie będziesz pisał z przymusu… Jeśli dostanę list, nawet jeden, spraw, abym mogła cieszyć się nim całym, pochłaniając go jako szczerą i spontaniczną emanację twej duszy, jako owoc twego pragnienia, odczuwanej przez ciebie potrzeby, a nie jako uprzejmie złożoną ofiarę płynącą z litości… zbytnio bym wówczas cierpiała.

(…)

Moja święta miłości , chodź, chodź, ukryj się u mnie: przyjmę cię w mych ramionach, przytulę do ciebie, wezmę cię na kolana, będę cię pieściła i zaraz się uspokoisz, moja miłości, i nie będziesz już płakał. Chcę być dla ciebie także mamą, a ty bądź mym małym dużym dzieckiem, kradnącym pocałunki i pieszczoty… Uśmiechasz się, kochanie?

(fragmenty korespondencji między Marią Corsini i Luigim Beltrame Quattrocchim – pierwszą parą małżeńską, uznaną za błogosławioną, przez Jana Pawła II w 2001 roku)